Kościół jest pełen grzeszników. Zawsze był. I prawdopodobnie - zawsze będzie. Lecz gdy mówimy o grzechu, rzadko zastanawiamy się i pochylamy nad czymś znacznie ważniejszym – nad sercem grzesznika. Bo tak łatwo nam osądzać, wkładać w schematy…
A przed Bogiem nie ma ludzi bez grzechu. Są tylko różne serca. Serca pyszne i serca pokorne.
Czasem życie prowadzi człowieka w bardzo trudne miejsca. W historie, które nie są proste. Zranione małżeństwa, skomplikowane relacje, decyzje podjęte kiedyś – nieraz w bólu, nieraz w samotności. Zdarza się, że ktoś przychodzi
do kościoła i słyszy, że w swojej sytuacji nie może przystępować do Komunii świętej, czy otrzymać rozgrzeszenia podczas spowiedzi.
I wtedy w sercu mogą narodzić się dwie zupełnie różne postawy.
Pierwsza to bunt. „Jaki to Kościół okrutny”. „Jak można tak traktować ludzi?” „To niesprawiedliwe”. Taki człowiek czuje się osądzony, odrzucony, ukarany. W sercu rośnie gniew. Z czasem pojawia się dystans, potem chłód. W końcu odejście.
Ale jest też druga postawa. Taka, w której człowiek również niesie swoją trudną historię. On także słyszy, że nie może przyjąć Sakramentów. I jego serce też pęka, ale nie z oburzenia. Pęka z tęsknoty.
On nie odchodzi. Przychodzi jeszcze bliżej. Siada w swoim pokoju lub kościelnej ławce, klęka w ciszy, patrzy
na ołtarz, modli się i czasem po prostu płacze. Nie dlatego, że ktoś go upokorzył. Płacze, bo kocha. Bo wie, Kogo
nie może przyjąć. Te łzy są jak modlitwa, bardzo podobna do tej, która musiała rodzić się w sercu ewangelicznej Samarytanki. Kobiety o skomplikowanym życiu; o historii, którą wielu chętnie by jej wypomniało. A jednak to właśnie jej Jezus powiedział o wodzie żywej, jej ukazał się jako Mesjasz.
Pokorny grzesznik wie coś bardzo ważnego: Kościół nie jest nagrodą dla doskonałych ludzi; strukturą, w której bezpiecznie możemy kultywować swoją pobożność. Ale Kościół jest drogą dla tych, którzy szukają Boga nawet wtedy, gdy wiele w ich życiu jest jeszcze nieuporządkowane. Pokorny grzesznik cierpliwie czeka. Czeka przy Jezusie i często to właśnie jego modlitwa jest jedną z najczystszych.
Bo Bóg patrzy inaczej niż my. Nie patrzy najpierw na zewnętrzne gesty. Patrzy na serce, które potrafi powiedzieć: „Panie… wiem, że moje życie nie jest takie, jakie powinno być. Ale ja Cię potrzebuję. Chcę być przy Tobie.
Nie odejdę”. I być może właśnie taka modlitwa najbardziej porusza serce Boga.
On nigdy nie odrzuca serca pokornego - Ps 51, 19.
Nigdy.
ws